poniedziałek, 28 grudnia 2009

Złe rzeczy

Sporo czasu minęło od pierwszego wpisu, i dobrze to rokuje. Typowy bowiem układ słomianego zapału rysuje mi się tak: na początku bardzo częste wpisy, których częstotliwość geometrycznie maleje, dążąc do zera (z wykształcenia będę humanistą, więc rezerwuję sobie prawo do bezlitosnego lub żałosnego wypaczania terminów z nauk ścisłych, zwłaszcza mojej ukochanej - tu nie ma ironii - matematyki; w końcu trzeba dostarczyć ofiar następcom Sokala, którego dzieło czas wreszcie dorwać w pełnej wersji).


Kurczę, chciałbym jakoś na wstępie dać potencjalnym czytelnikom zadowalającą masę informacji o mnie, by wiedzieli, ktom jest, i nie wiązali ze mną nadmiernych nadziei. Bardzo mnie bowiem boli, gdy ktoś się na mnie zawodzi. Tu muszę zaznaczyć, że sposób pisania i dobór słów, jaki prezentuję, jest tak naturalny, jak tylko mi się udaje, tzn. ja po prostu piszę w ten sposób. Mówię z reguły trochę prościej, a myślę jeszcze trudniej, jeśli da się to tak ująć. Wołałbym już nie wracać do tej kwestii, ale jako asekurant pewnie to zrobię.


Ogólniej rzecz biorąc, widzę problem w tym, jaki obraz człowieka można wysnuć z moich tekstów. Mogę to być ja albo cała masa typów ludzkich, z którymi - jak mi się wydaje - nie mam wiele wspólnego. Żeby ten temat móc jakoś przetrawić, będę go musiał poruszać wielokrotnie; jakich oskarżeń się spodziewam (kwestia: 'dlaczego spodziewam się zewsząd oskarżeń' też jest interesująca, ale swoją nieinteresującą odpowiedź zamieszczę później)?


To, które przychodzi mi do głowy, to: nie masz życia. Innymi słowy, mam się wpasowywać w typ ludzi, którzy są mocno pretensjonalni, nie posiadają zbyt wielu/w ogóle przyjaciół, nie są towarzysko/fizycznie atrakcyjni i mają kompleksy na punkcie wszystkich wymienionych cech. Nie wiem, czy taki typ istnieje w statystyce, choć przypuszczam, że tak. Nie zaskoczę chyba jednak nikogo twierdząc, że się weń nie wpisuję. Jak również sądząc, że nie wpisuję się zbyt mocno w żaden szerzej znany typ człowieka. No cóż, wychodzi na to, że na razie musicie mi zaufać.


Akapit temu chodziło mi tak naprawdę o to, że używając tych samych wyrazów można stworzyć różne zdania (tego jesteście świadomi i beze mnie), ale i przez ten sam zapisany tekst można różne rzeczy rozumieć (to wiecie, ale nie byliście tego dotychczas wystarczająco świadomi; prawdopodobnie też nigdy nie będziecie), więc nie bardzo wiem, jak się wyrazić tak, by jasna była różnica pomiędzy mną a innymi się wyrażaczami (chyba wciąż wierzę, że jakaś istnieje). Oczywiście nakazuje mi to uważniej czytać cudze wypowiedzi, cudze blogi, ale jestem leniwym egotykiem, więc w ogóle niewiele ich czytam.



Nie mogę zacząć. Mam masę często mnie nękających przemyśleń światopoglądowych, które bym tu wrzucił, by otrzymać kiedyś jakiś feedback, ale nie wiem, czy w warstwie tekstowej jakkolwiek by się wyróżniły z dotychczasowych. Mówiąc tak zupełnie szczerze, nie wiem nawet, czy jakkolwiek byłyby oryginalne, gdyby je w pełni zrozumieć. Jakie to szczęście, że nie wierzę, by ktokolwiek miał zamiar czytać tego bloga, ponieważ bałbym się czytelnika zostawiać w tym miejscu samego. Siebie natomiast mogę, więc tak zrobię.

niedziela, 13 grudnia 2009

O co i po co?

Słowo.

Skoro więc już się zaczęło, czas wyjaśnić, po co dołączam do milionów tępych internautów wymądrzających się na swoich upośledzonych stronkach - blogach.Otóż postanowiłem dać sobie i innym szansę na wartościową komunikację, skonfrontować swoje projekcje z cudzymi i pośrednio z rzeczywistością. W sumie uważam się za człowieka wyjątkowego, tak samo jak wszyscy inni, więc tak jak i oni mam jakieś swoje mądrości (nie wiem, czy potrafię jeszcze użyć wyrazu 'mądrość' w liczbie pojedynczej, jedynie złośliwie mnogiej). Wychodzę z założenia, że są i będą niezrozumiałe dla innych (ponadto nie zamierzam w żaden sposób reklamować tego miejsca, więc pewnie nie będą miały dla kogo być zrozumiałe; głównym zyskiem z pisania jest chyba jednak fakt pisania, więc tak czy owak, ja wygrywam).

Pisać tu chciałbym w formule (jakże oryginalnie) przeplatanej: trochę światopoglądu, trochę zwykłego blogowania o moim życiu, jest też ryzyko pewnych treści muzycznych, jeśli moja miłość do tego medium będzie rosła tak intensywnie jak ostatnio. Myślę nawet o wrzuceniu tu paru moich opowiadań lub minidramatów. Jedne i drugie bywają zabawne, gdyby ktoś przebrnął przez moje wynurzenia, na pewno przyda mu się jakieś odstresowanie.

Moment do rozpoczęcia jest wyśmienity - od co najmniej pół roku znajduję się we wszechstronnym kryzysie, a kryzysy zwiastują przełomy. Wydaje mi się, że sięgam już dna, więc pojawia się możliwość stworzenia epickiej opowieści o dorastaniu, przełamywaniu pasma porażek i sięganiu szczytów. Albo nieco mniej epickiej o tym, jak taki zapał pojawia się i rozchodzi po kościach. Albo jeszcze czegoś.

Jak na razie to miejsce wygląda, jak wygląda: szablonowo. Gdyby przypadkiem ktoś je zaczął odwiedzać, z czasem postać wizualna również może zacząć ewoluować, na razie jednak byłoby to jak przystrajanie pustego opakowania. Poza tym, nie mam jeszcze żadnego dobrego pomysłu.