Kiedy Grecja mierzyła się z widmem natychmiastowego bankructwa, inwestorzy tracili zaufanie do wszystkich rynków wschodzących, więc rykoszetem obrywała i złotówka (a Chiny to nie rynek wschodzondzy?). Gdy wraz z Włochami, Hiszpanią i Portugalią przed widmem bankructwa stawiano Unię Europejską, rykoszetem, jako jej część, obrywała Polska, takoż i złoty. Kiedy poleciały Stany oraz ichni dolar, znów rykoszetem obrywa złotówka. Dziękować Bogu, że inflacja dolara mozambijskiego nie powoduje rykoszetowej inflacji złotego.
*
Andrzej Lepper na 90% nie żyje. Koroner po wielu profesjonalnych testach stwierdził, że z całą pewnością nie reaguje na szturchanie. Czy to znaczy, że Balcerowicz może wrócić?
Btw mam takie dziwne przypuszczenie, że dostawszy władzę, rzeczony Balcerowicz byłby w stanie rozwiązać problem polskiego długu w ciagu zaledwie kilku ciężkich lat. Europejskiego tylko odrobinę dłużej. Muszę jednak przyznać, że mówi teraz przeze mnie wiara, nie racjonalny pogląd.
*
Ostatnio mam w głowie masę rzeczy z szerokiego spektrum humanistycznego, a nie tylko te głupie rynki, ale kiedy mam czas oraz siłę by przysiąść i coś napisać, niewiele w owej głowie pozostaje, tak więc tym razem wiadomość dość przypadkowa. Ale też te rynki (głównie nasz) naprawdę ciekawe - dzisiaj zaczęło się od wielkich wzrostów, a skończyło na bardzo interesujących spadkach. Nie miałem czasu poanalizować, ale w kwestii znaczenia dnia dzisiejszego dla rynków międzynarodowych rysowałbym analogię do chuja wbitego w jabłoń - z czasem może dowiemy się, o co chodzi, ale na razie za wcześnie, by cokolwiek mówić.
*
P.S.: Następna przygoda Artura Krzykadełki mogłaby dotyczyć giełdy. Pies Skafander zostałby foreksowym Market Makerem (rozróżnienie pomiędzy brokerami MM a ECN) i trzepałby kasę z zerowania swoich klientów. Sam Krzykadełko zostałby profesjonalnym oszustospekulantem, takim, na jakiego niektórzy kreują tajemniczego Don Patro. Tytuł książki: "Artur i Maszyna do Robienia Pieniędzy", wydawnictwo W.A.C., należy spodziewać się w empikach w lutym 2012 (jeśli jeszcze świat będzie istniał).
P.S.2: Wulgaryzmy mnie pochłaniają. Bez nich wypowiedź (własna) wydaje mi się ugrzeczniona, ocenzurowana, nieszczera [wstyd przyznać, ale ostatnio myślę często za pomocą chujów i kurew - jeśli bez gniewu i autoironicznie (a przynajmniej autotelicznie), to brzmią wesoło, poniekąd poetycko]. Stąd konieczność dodania chujków w tytule, by uniknąć pretensjonalności. A 'le' to taki żarcik z mejnstrimem, który nie uważa się za mejnstrim (przy okazji, ów wyraz tak istotny - mejnstrim - chyba powinniśmy zaadaptować w takiej rodzimej pisowni, gdyż stał się on zbyt mejnstrimowy, by doń używać obcej wymowy; w końcu niemal wszystkie używane przez nas wyrazy kiedyś były obce).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chujki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chujki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 11 sierpnia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)
